

Mój dzisiejszy głos (jako jedynego posła koalicji) ZA wotum nieufności to po pierwsze zobowiązanie do reprezentowania mieszkańców mojego okręgu. Ale po drugie to głośny, medialny manifest, że sytuacja musi się zmienić.
Zielony Bałwan”, „zj*b”, „idiota”, „psi kut**”, „zdrajca Polski”, „błazen”, „du*ek”, „Ciota”, „łajdak”, „śmieć”… To tylko kilka tych delikatniejszych epitetów, które dostałem za dzisiejsze głosowanie. Oprócz tego wpychanie w ręce PiS czy Konfederacji. A fakty są takie, że nigdzie się nie wybieram - ani do PiS, ani do Konfederacji. I to ani dziś, ani przy kolejnych wyborach, bo nie zgadzam się z programem i sposobem fukcjonowania tych partii (zróbcie screeny tego posta, żeby był dowód). Nie mam też zamiaru przechodzić do opozycji, a z koalicji wyrzucić mnie nie można (bo jak niby?). Nie jestem członkiem rządu, funkcji żadnych też nie mam, a jako poseł wywiązuję się w komisjach ze swoich obowiązków i w mojej ocenie jestem merytorycznym wsparciem koalicjantów w pracach Sejmu.
Jeśli jednak decyzją koalicjantów zostanę odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych to trudno, życie toczy się dalej. Bez kilkuset złotych dodatku do uposażenia z głodu nie umrę ani ja ani moja rodzina, ale przynajmniej będę mógł spojrzeć w oczy mieszkańcom okręgu wyborczego.
Wbrew temu co organizacje aktywistyczne głoszą jestem za ochroną przyrody - nie popieram zabijania zwierząt, a broni myśliwskiej nie trzymałem nigdy w ręku. Na dodatek ani ja ani nikt z mojej rodziny nie jest związany z leśnictwem, ani łowiectwem. Jednak przez ostatnie 12 lat moja praca opiera się na rozmowach z ludźmi, spotkaniach z nimi, wysłuchiwaniem ich uwag, sugestii i przemyśleń. A one są jednoznaczne - filozofia Minister Klimatu i Środowiska Pauliny Hennig- Kloski oraz jej Wiceministra Mikołaja Dorożały stawia przyrodę nad człowieka. Na to nie będzie mojej zgody nigdy! Przyroda ma być dla człowieka, ale nie tylko tego w Warszawie, który raz w roku przyjedzie w piękne Bieszczady na wypoczynek (często z pełnym bagażnikiem jedzenia, aby jak najmniej w Bieszczadach wydać pieniędzy). Przyroda ma być też dla tego człowieka, który mieszka w Bieszczadach, a sposób pogodzenia tych interesów jest złotym środkiem. Dziś nie ma tego złotego środka, a „wajcha” została przekręcona na tryb „radykalizm”. Polskę stać rocznie na 9 miliardów złotych dla nierentownego górnictwa, a nie stać na 1 miliard programu transformacji gospodarczej Bieszczad jako obszarów cennych przyrodniczo.
Mój dzisiejszy głos (jako jedynego posła koalicji) ZA wotum nieufności to po pierwsze zobowiązanie do reprezentowania mieszkańców mojego okręgu. Ale po drugie to głośny, medialny manifest, że sytuacja musi się zmienić. Jeśli nie zrobi tego Minister Klimatu i Środowiska to liczę, że zrobi to Pan Premier Donald Tusk. Mieszkańcy Bieszczad, tak samo jak Sopotu czy Warszawy też chcą żyć: pracować, budować domy, jeździć dobrymi drogami, korzystać z służby zdrowia. Mają do tego prawo, a gwarantuje im to Konstytucja.
Wielu głosi, że to głosowanie oznacza mój koniec w polityce. Jeśli tak jest - to trudno. Ale wchodziłem do polityki po to, żeby być lobbystą ludzkich spraw. Zakończyć swoją obecność w niej właśnie za walkę o ludzi to najlepsze zakończenie.
Ale to dzisiejsze głosowanie to nie koniec. Kilka dni na regenerację i nadal będę pokazywał kolejne złe i szkodliwe decyzje Ministerstwa Klimatu i Środowiska w Bieszczadach, a że będą to już wiem (po wczorajszej rozmowie w RMF z ministrem Dorożałą, który zapowiedział że „nie zatrzyma się”).
Nie będę odpisywał na wulgarne i obraźliwe komentarze pod postami, a te wulgarne będę blokował. W wojnę polsko - polską (PIS - PO) proszę mnie nie mieszać, to nie moja wojna. Moja wojna jest o zasady, o zobowiązania i o człowieka.
Ps. Złożyłem ponownie po poprawkach projekt ustawy o zmianie ustawy o opiece nad dziećmi do lat 3 oraz ustawy - Prawo oświatowe - dotyczący żywienia specjalnego dzieci. Czemu o tym nie jest tak głośno?