

Temat szkolnych posiłków od dawna jest mi bliski. Patrzę na niego z kilku perspektyw.
Z jednej strony - jako osoba chorująca na celiakię, dla której ważne jest bezpieczeństwo. Z drugiej - jako tata, który po prostu chce mieć pewność, że jego dziecko je w szkole przede wszystkim zdrowo.
Ale dziś chcę spojrzeć na ten temat z innej strony. Wszyscy wiemy, że szkoły są niedostatecznie dofinansowane. Koszty ich utrzymania rosną, a dla wielu gmin to ogromne obciążenie budżetowe. Jako były wieloletni samorządowiec doskonale rozumiem tę rzeczywistość. Dlatego w niektórych szkołach pojawił się pomysł poszukiwania dodatkowych źródeł dochodu – miedzy innymi poprzez organizację sprzedaży posiłków czy wynajęcie sali.
W mojej ocenie? To kierunek wart rozważenia. Ale kluczowe pytanie brzmi: czy to zgodne z obowiązującymi przepisami prawa? Zwróciłem się w tej sprawie do Ministerstwa Edukacji Narodowej. W odpowiedzi czytamy "Samorządy terytorialne, prowadząc szkoły i placówki, działają w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność, w tym finansową. W każdym samorządzie faktyczne skutki realizacji zadań oświatowych są efektem samodzielnego stosowania przepisów"
Co istotne, powołano się również na wyniki nadzoru regionalnych izb obrachunkowych. Nie stwierdzono w nich nieprawidłowości ani w zakresie dostarczania posiłków w formie cateringu, ani w przypadku wynajmowania przez szkoły pomieszczeń (w tym kuchennych) podmiotom gospodarczym w celu prowadzenia działalności gastronomicznej. To ważny sygnał. To samo pytanie skierowałem także do Ministerstwa Finansów.
Gdy tylko otrzymam odpowiedź – podzielę się nią z Wami.
A Wy? Co o tym sądzicie? Czy samorządy powinny mieć możliwość uzyskiwania dodatkowych dochodów w tym zakresie? Po analizie problemu wiem jedno - przepisy nie są jasne, a organy nadzoru różnie interpretują te same sytuacje. Rodzi się więc kolejny pomysł na poselski projekt ustawy.
PS. Dziękuję Gminie Cisna za wskazanie problemu!